Źródła
- TechCrunch AI
- Ars Technica AI
Bądź na bieżąco ze sztuką AI
Otrzymuj na maila najważniejsze historie tygodnia o AI i sztuce AI — wyselekcjonowane, zwięzłe, za darmo.
Za darmo. Wypisz się w każdej chwili.

Otrzymuj na maila najważniejsze historie tygodnia o AI i sztuce AI — wyselekcjonowane, zwięzłe, za darmo.
Za darmo. Wypisz się w każdej chwili.
„New York Times" oskarżył OpenAI o ukrycie miliardów logów rozmów z ChatGPT oraz wewnętrznego narzędzia do wyszukiwania, które mogłoby bezpośrednio powiązać wyniki modelu z chronionymi treściami dziennikarskimi — zaostrzając trwający spór o prawa autorskie nowym wnioskiem o nałożenie sankcji.\n\n## Najważniejsze wnioski\n\n- „New York Times" zarzuca OpenAI ukrycie wewnętrznego narzędzia zdolnego do przeszukiwania danych treningowych i identyfikowania chronionych tekstów reprodukowanych w wynikach ChatGPT.\n- Wydawcy twierdzą, że OpenAI usunęło lub zataiło miliardy logów rozmów z ChatGPT, które mogłyby stanowić dowód naruszenia praw autorskich.\n- OpenAI grozi wniosek o sankcje — krok proceduralny, który w razie uwzględnienia mógłby poważnie zaszkodzić pozycji prawnej firmy w tej sprawie.\n- Spór dotyczy tego, czy proces treningowy OpenAI polegał na pobieraniu i reprodukowaniu treści dziennikarskich bez zezwolenia i wynagrodzenia.\n- Wyrok mógłby ustanowić wiążący precedens w kwestii tego, czy wyniki modeli AI reprodukujące tekst źródłowy stanowią naruszenie praw autorskich.\n\n## Ukryte narzędzie w centrum sporu\n\nZgodnie z doniesieniami TechCrunch i Ars Technica najbardziej szkodliwy zarzut nie dotyczy samych danych treningowych, lecz funkcji wyszukiwania, o której OpenAI rzekomo nie poinformowało. „Times" twierdzi, że OpenAI posiadało — i nie ujawniło — wewnętrzne narzędzie umożliwiające odpytywanie zbiorów treningowych i wykrywanie przypadków, w których wyniki ChatGPT ściśle odpowiadały chronionemu materiałowi źródłowemu. Gdyby to twierdzenie się potwierdziło, oznaczałoby, że OpenAI miało środki do oceny własnej ekspozycji prawnej i zdecydowało się nie przekazywać tych dowodów powodom.\n\nArs Technica ujęło to dosadnie: OpenAI mogło „udawać niezdolność do przeszukiwania danych treningowych". To właśnie tego rodzaju zarzut przesuwa spór o prawa autorskie w obszar przewinień proceduralnych — i dlatego „Times" dąży do sankcji, zamiast poprzestać na argumentowaniu co do meritum naruszenia.\n\n## Co mogły ujawnić logi\n\nMiliardy usuniętych lub zatajonych logów rozmów z ChatGPT stanowią drugi filar oskarżenia. W sporach o prawa autorskie logi wyników modelu to potencjalnie kluczowe dowody: mogą wykazać, czy model w praktyce reprodukował znaczące fragmenty chronionych tekstów w odpowiedzi na zapytania użytkowników. Utrata lub zniszczenie takich dowodów — jeśli do tego doszło — to coś, czego sądy nie traktują pobłażliwie; niekiedy instruują ławę przysięgłych, by przyjęła, że brakujące dowody były niekorzystne dla strony, która je utraciła.\n\nDla wszystkich tworzących rozwiązania na bazie API OpenAI sprawa ta ma znaczenie wykraczające poza salę sądową. Jeśli sądy ostatecznie orzekną, że wyniki ChatGPT na masową skalę reprodukowały chronione treści dziennikarskie, presja prawna dotycząca sposobu trenowania modeli i dopuszczalnych wyników nasili się w całej branży — nie tylko w przypadku OpenAI.\n\n## Dlaczego ta sprawa ma szersze znaczenie niż większość sporów AI o prawa autorskie\n\nPozew NYT różni się strukturalnie od batalii o prawa autorskie dotyczących generowania obrazów, które zdominowały prawne doniesienia ze świata AI. Tamte sprawy — w tym trwający spór z udziałem Midjourney i hollywoodzkich wytwórni — obracają się głównie wokół pytania, czy trenowanie na obrazach stanowi naruszenie. Sprawa „Timesa" stawia ostrzejsze pytanie: czy gotowy model, już wdrożony, reprodukował chroniony tekst dosłownie lub niemal dosłownie w sposób umożliwiający użytkownikom jego odtworzenie na żądanie?\n\nTo rozróżnienie ma znaczenie dla twórców AI działających w każdej modalności. Wyrok stwierdzający, że reprodukcja w czasie wdrożenia stanowi naruszenie, wymusiłby na każdym dostawcy modeli fundamentalnych wdrożenie filtrowania wyników na poziomie znacznie wykraczającym poza to, co obecnie istnieje. Mógłby też przyspieszyć zawieranie umów licencyjnych, jakie niektórzy wydawcy już podpisali z firmami AI — umów, które gdyby stały się normą, podniosłyby koszty operacyjne i potencjalnie przełożyły się na ceny API.\n\n## Wniosek o sankcje jako punkt nacisku prawnego\n\nSankcje w federalnym postępowaniu cywilnym nie są automatyczne. „Times" musi przekonać sędziego, że działania OpenAI — ukrycie narzędzia wyszukiwania, usunięcie logów — były na tyle umyślne, by uzasadniały karę wykraczającą poza zwykłe sankcje za naruszenie zasad ujawniania dowodów. Jeśli wniosek zostanie uwzględniony, sąd może wykreślić części linii obrony OpenAI, przerzucić koszty postępowania lub wydać instrukcję o niekorzystnym domniemaniu. Każdy z tych wyników mógłby istotnie przechylić szalę sprawy.\n\nOpenAI nie przyznało publicznie żadnego z zarzutów „Timesa". Zespół prawny firmy niemal na pewno będzie argumentował, że wspomniane narzędzie nie podlegało obowiązkowi ujawnienia w ramach sformułowanych wniosków dowodowych, a przechowywanie logów odbywało się zgodnie ze standardową polityką, a nie było podyktowane chęcią usunięcia dowodów w toku postępowania. Sądy rozważą te argumenty starannie — jednak reputacyjny koszt samego oskarżenia jest już realny.\n\nNajbliższe posiedzenie w sprawie wniosku o sankcje będzie najwyraźniejszym dotychczas sygnałem, jak poważnie przewodniczący sędzia traktuje zarzuty dotyczące postępowania z dowodami. To orzeczenie — kiedy tylko zapadnie — jest punktem danych wartym obserwowania.